Dozór policji dla sprawcy fałszywego alarmu bombowego w szpitalu w Wejherowie. 36-letniemu mieszkańcowi powiatu wejherowskiego postawiony został dziś zarzut wprowadzenia w błąd instytucji użyteczności publicznej. Mężczyzna przyznał się do winy. W poniedziałek tuż przed południem do lecznicy wysłał sms z informacją o podłożonej bombie. Ze szpitala ewakuowano ponad 200 osób. Na kilka godzin wstrzymano zabiegi i badania.
Mężczyzna został zatrzymany we wtorek wieczorem. Policja znalazła przy nim telefon na kartę, z którego wysłał informację o podłożonej bombie. 36-latek swój czyn tłumaczył trudną sytuacją osobistą i chęcią zwrócenia na siebie uwagi. Grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.
*** Aktualizacja 7:00 Najprawdopodobniej zarzut wprowadzenia w błąd instytucji użyteczności publicznej usłyszy dziś sprawca fałszywego alarmu w szpitalu w Wejherowie- dowiedziało się Radio Gdańsk.
36 letniego mieszkańca powiatu wejherowskiego zatrzymano we wtorek wieczorem. Policja znalazła przy nim telefon na kartę, z którego wysłał informację o podłożonej bombie.
Zatrzymany przyznał się do winy. Swój czyn tłumaczył trudną sytuacją osobistą i chęcią zwrócenia na siebie uwagi.
*** Aktualizacja 22.02.2012 g.8:00
Sprawcę fałszywego alarmu bombowego w szpitalu w Wejherowie ujęła policja. To 36-letni mężczyzna, mieszkaniec powiatu wejherowskiego. Zatrzymano go wieczorem we własnym domu.
36-latek był zaskoczony wizytą funkcjonariuszy. Policjanci ustalili, że numer z którego wiadomość o bombie wysłano, pochodził ze specjalnie przygotowanego telefonu na kartę.
Zatrzymany swój czyn tłumaczył trudną sytuacją osobistą. Teraz grozi mu do 8 lat więzienia. Ze szpitala w poniedziałek ewakuowano ponad 200 osób.
Dyrekcja szpitala prawdopodobnie będzie domagać sie od mężczyzny zwrotu kosztów poniesionych w wyniku fałszywego alarmu bombowego.
Na razie trwa dokładna analiza po poniedziałkowej częściowej ewakuacji i zamknięciu lecznicy. Praca szpitala wciąż jeszcze nie wróciła do normy. Pacjentom, których zabiegi odwołano trzeba znaleźć nowe terminy, mówi Bożena Czepułkowska, zastępca dyrektora szpitala. Nie wiadomo też czy NFZ pokryje dodatkowe koszty.
*** Aktualizacja 20.02.2012 20:31
Ewakuowani pacjenci oraz personel, wstrzymane na ponad cztery godziny zaplanowane operacje, zabiegi i badania, to efekt fałszywego alarmu o podłożeniu ładunku wybuchowego w szpitalu w Wejherowie.
Sprawcy fałszywego alarmu grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Policja ustala do kogo należał numer, z którego wysłano wiadomość sms o rzekomej bombie. Sytuacja w placówce wróciła do normy po kilku godzinach. Po południu odbyły się zapalnowane wcześniej zabiegi oraz badania. Chorzy wrócili do swoich sal.
Informację o bombie przesłano około 11:00. Część personelu, chorych, którzy dziś się zgłosili na zabiegi i badania oraz odwiedzających ewakuowano. Na oddziałach zostali tylko pacjenci wcześniej hospitalizowani, wymagający opieki. Szpital zamknięto. Zablokowano też drogi dojazdowe do placówki.
Rozpoczeło się kilkugodzinne przeszukiwanie placówki. Pirotechnicy nie znaleźli ładunku.
***
Aktualizacja 14:40
Ładunku nie znaleziono. Pirotechnicy zakończyli poszukiwania.
*** Aktualizacja 14:01
Pirotechnicy sprawdzają teren szpitala w Wejherowie. Około 11:00 do szpitala ktoś przysłał sms o podłożonym ładunku wybuchowym.
Ze szpitala ewakuowano personel, chorych, którzy zgłosili się na zaplanowane zabiegi i badania oraz odwiedzających. Pacjenci, którzy przebywają na oddziałach pozostali w placówce.
*** Aktualizacja 12:20
Szpital w Wejherowie zamknięty. Po anonimowej informacji nadesłanej smsem, że ktoś podłożył bombę, policja zdecydowała o częściowej ewakuacji.
W szpitalu pozostawiono chorych i niezbędny personel.
Osoby, które dziś zgłosiły się na zabiegi zostały odesłane do domów tak samo jak odwiedzający pacjentów - powiedziała Radiu Gdańsk rzeczniczka Komendy w Wejherowie Anetta Potrykus. Policja sprawdza budynek. Zamknięte są drogi prowadzące do szpitala.